K A T O W I C E   styczeń  2001r.     

                                                  K A T O W I C E   lipiec  2002r.


                                                                                                                 KATOWICE styczeń 2001r.

                 - Jaką ma Pani receptę na życie? Co Pani radzi?
                 - Nie ma takiej recepty, nikt jej nie ma, może bardziej powinniśmy doceniać przyjaciół, przyrodę,
  która jest źródłem głębokich doznań, pomaga nam być coraz lepszym i ciągle powinniśmy uczyć się żyć,
  chociażby dlatego, by nie popełniać tych samych błędów. Tym którzy popsuli swoje życie doradzam
  wytrwanie, znalezienie w sobie siły do jego naprawienia, każdemu bowiem jest pisane, by do czegoś dojść,
  jakąś drogę odbyć.
                 - Czego można sie nauczyć z Pani książek?
                 - Można poznać różne piękne miejsca w Polsce i za granicą. Moi bohaterowie są współcześni,
  niezależnie od tego czy są szczęśliwi, czy cierpią nie żyją w próżni, gdzieś pracują, lub w inny sposób
  zdobywają pieniądze. Często wchodzą w konflikt z szefem, podwładnymi, prawem, jak każdy z nas mają

  problemy, które muszą rozwiązywać. Staram się ich wyposażyć w mądrość życiową, by mogli stać się

  wzorem. Zresztą książek nie pisze się wyłącznie dla pieniędzy, mam inne źródła utrzymania. Do pisania
  siadam tylko wtedy, gdy czyjś los mnie zainteresuje i gdy czuje, że mam ludziom coś do powiedzenia.
                 - Czy był ktoś co pomógł Pani, może namówił do pisania.
                 - Tak Pani Beata Siczek , naczelny redaktor "RES POLONA", której do sekretariatu przyniosłam
   egzemplarz "Spragnieni miłości". Nie znałyśmy się wcześniej, popatrzyła na mnie podejrzanie, bo książka
   pisana ręcznie miała przeszło osiemset stron. Z racji swojej pracy byłam wtedy znaną w Łodzi osobą, by
   nie dowiedziała się kim jestem i moją książkę oceniła obiektywnie, celowo nie zostawiłam adresu, nazwiska,
   nawet telefonu. Później wydarzyło się wiele ważnych spraw w moim życiu, zapomniałam o brudnopisie.
   Dopiero nagła śmierć mojej matki, która zawsze uważała, że powinnam pisać sprawiła, że ponownie
   odnalazłam drogę do sekretariatu Pani Beaty Siczek. Tym razem było inaczej. Ucieszyła się na mój
   widok, zapytała dlaczego tak długo nie przychodziłam, że książka bardzo jej się podoba, nie wiedziała
   jednak gdzie mnie szukać. Poprosiła mnie do swojego gabinetu, były ciastka, kawa i damska załoga
   redakcji, która już czytała moją książkę w brudnopisie. Usłyszałam wtedy, że mam talent i powinnam pisać.

 


          książki     wywiady     kontakt