WARSZAWA pażdziernik 1998r.
- Co ceni Pani w ludziach?
- W ludziach najbardziej cenię szczerość, która jest dla mnie cechą podstawową. Jeśli ktoś udaje
kogoś kim nie jest natychmiast to odkrywam. Lubię osoby otwarte, spontaniczne, wrażliwe, z poczuciem
humoru, z którymi można się śmiać, a za chwilę płakać. Dobrze, jeżeli w człowieku pali się jakiś płomyk,
ważne, by umiał go podtrzymać, chronić aż rozpali się ogień. Ciągle poznaję nowych ludzi. Niektórzy
uważają, że w życiu trzeba walczyć, być silnym. To nieprawda. Sama siła jest niczym, gdy w naszych
działaniach nie ma serca.
- Czy zawsze wystarczy Pani krótka rozmowa, by kogoś ocenić?
- Nie zawsze. Czasami spotykam ludzi, których pragnę zrozumieć i żeby do tego doszło muszę
wykonać pewien wysiłek. zastanawiam się wtedy dlaczego tacy są, co ich skłania do zakładania masek.
Niekiedy udaje mi się dotrzeć do wnętrza takiej osoby i często okazuje się, że to nie jakiś twardy,
zapatrzony w siebie osobnik lecz zwyczajny nieszczęśliwy człowiek z problemami szukający rady i pomocy.
- I co Pani radzi?
- Zależy komu. Gdy problem jest poważny związany z chorobą, samotnością, brakiem środków
na utrzymanie, staram się pomóc. W innych drobniejszych przypadkach przypominam, że życie jest różne
raz dobre, raz złe, ale naleąy je kochać ponad wszystko, nie warto zamartwiać się na zapas, że wystarczy
czasami jak mówią Francuzi "umieć przewrócić stronę".
|